środa, 12 czerwca 2019

WILNO PACHNĄCE SŁODEM I CHMIELEM

Śladem wileńskiego piwa


Wilno to popularny kierunek wypadów dla turystów z Polski. Docierają tu zarówno turyści zorganizowani, jak i indywidualni. Miasto przyciąga nie tylko licznymi zabytkami czy pamiątkami z przeszłości (często związanymi z polską tradycją i kulturą), ale oferuje też ciekawą, lokalną kuchnię i trunki, serwowane w licznych lokalach rozsianych głównie na terenie starówki. Większego kłopotu nie sprawi nam zdobycie informacji o historii miasta, jego najważniejszych obiektach i muzeach. Bez problemu wybierzemy odpowiadającą nam kwaterę. Znajdziemy polecane restauracje, puby, knajpki czy kluby nocne. Przyznam jednak, że olbrzymim kłopotem było dla mnie wyszukanie informacji, gdzie w Wilnie można napić się dobrego, lokalnego piwa. Które lokale oferują piwo rzemieślnicze i z jakich browarów. Ba - nie udało mi się jednoznacznie rozstrzygnąć, ile w Wilnie jest lokalnych browarów, jaka jest ich lokalizacja i jakie rodzaje piw oferują. Po dwóch - trzech godzinach wyszukiwania miałem kilka wytypowanych miejsc. Możliwość wyszukiwania poprzez litewskie strony jest - delikatnie to ujmując - wielce ograniczona (chyba, że ktoś posługuje się tym językiem). Raczej wyjątkiem od reguły jest sytuacja, gdy lokal (lub browar) posiada stronę wielojęzyczną. Do Wilna nie jechałem więc całkiem w ciemno, jak się jednak okazało, zebrane informacje okazały się wielce niewystarczające. A trzy dni które dane mi było spędzić w tym pięknym mieście to jednak zdecydowanie za mało by poznać wszystkie jego piwne tajemnice.


Widok na centrum Wilna z wieży zamkowej

Wizytę w Wilnie zacznijmy od spojrzenia z lotu ptaka, najlepiej z tzw. baszty Giedymina, znajdującej się na Zamku Górnym. W samej baszcie usytuowano ekspozycję, poświęconą historii Wilna, w tym multimedialny pokaz, pokazujący wygląd miasta w poszczególnych okresach historycznych. Doskonale widać wileńską starówkę, z wszystkimi kościołami, klasztorami, budynkiem Uniwersytetu i siedzibą Prezydenta. Nowoczesna dzielnica po drugiej stronie Wilii obrazuje przemiany, jakie zaszły w wyglądzie miastach w ostatnich latach.

Fragment ekspozycji w podziemiach zamku.

Będąc w Wilnie warto odwiedzić zrekonstruowany Zamek Dolny. Jego budowę zapoczątkował - najprawdopodobniej - Aleksander Jagiellończyk, sytuując nową siedzibę pomiędzy zamkiem górnym a katedrą. Największe zasługi położył jednak Zygmunt Stary, za czasów którego przy budowie zamku pracowali Bartolommeo Berrecci, Bernardino Zanobi de Gianotis czy Benedykt Sandomierzanin. Zamek przebudowywano za czasów panowania Zygmunta Augusta. W roku 1610 jednak spłonął i został przebudowany w stylu wczesnobarokowym. Po najeździe Rosjan i okupacji Wilna w latach 1655 - 1657 zamek został zniszczony i stopniowo popadał w coraz większą ruinę. Po III rozbiorze Polski, na polecenie gubernatora Fryzela resztki zamku rozebrano (ostał się niewielki fragment skrzydła wschodniego). Od roku 1987 na jego terenie prowadzono archeologiczne prace badawcze, a w roku 2001 podjęto decyzję o odbudowie. Z punktu widzenia konserwatorskiego była to decyzja kontrowersyjna - powstała jednak ekspozycja bez wątpienia warta odwiedzenia. Dolna kondygnacja to po prostu rozległy rezerwat archeologiczny, w którym eksponowane są relikty dawnego zamku - a w zasadzie jego piwnic, bo tylko one przetrwały do naszych czasów. Pojawia się oczywista analogia z krakowskim Podziemnym Rynkiem, choć podobieństw jest równie dużo jak różnic. Wśród wielu prezentowanych zabytków uwagę zwraca bogata kolekcja kafli, głównie renesansowych i barakowych oraz liczne - perfekcyjnie wykonane - rekonstrukcje pieców. Chcąc obejść wszystkie proponowane trasy musimy zarezerwować sobie co najmniej dwie - trzy godziny czasu. Nieco miejsca poświęcono rzemieślnikom wileńskim, jednak poza informacjami o systemie wodociągowym niewiele dowiemy się o słodownikach czy piwowarach. A szkoda, bo opracowane i opublikowane przez Henryka Łowmiańskiego statuty tych rzemiosł pokazują, że przemysł ten odgrywał w dawnym Wilnie znaczącą rolę.


W Wilnie jest wiele malowniczych zaułków.

Na pewno warto powłóczyć się po starówce wileńskiej i jej malowniczych zaułkach. Nie wszystkie są zagospodarowane i nie wszędzie docierają turyści. Jednak w takich miejscach łatwiej zrozumieć naturę miasta i pooddychać nieco jego historyczną aurą. Takich miejsc nie opisują przewodniki, nie wiemy więc, czym zostaniemy zaskoczeni za rogiem. 


Etykieta jednego z piw rzemieślniczych, wypitego do obiadu w jednej z knajpek w centrum.


Jeśli jednak włóczenie się po ulicach nam się znudzi, lub po prostu poczujemy się co nieco znużeni, możemy zakotwiczyć w jednym z wielu lokali, oferujących lokalną kuchnię i kraftowe piwa. Dopowiem od razu, że z lokalną kuchnią jest jakby łatwiej niż z piwem. Lokalny rynek zdominowany jest, co oczywiście nie jest niespodzianką, przez wielkie koncerny piwowarskie. Wszechobecnym piwem jest Švyturys, pochodzący z browaru w Kłajpedzie i należący (wraz z browarem Utenos Alus w Ucianie) do koncernu Carlsberg. Drugim dominującym koncernem jest Royal Unibrew, posiadający na Liwie browary Kalnapilis i Tauras. Ten drugi usytuowany jest w Wilnie i kontynuuje tradycję zapoczątkowaną przez Wilhelma Szopena (jako datę budowy podaje się zazwyczaj rok 1860). Może się niestety zdarzyć, że piwo z tego browaru zostanie nam przedstawione jako "lokalne" (wszak pochodzi z wileńskiego browaru), a nawet kraftowe (to już jawne nadużycie, ale czego nie robi się, by przyciągnąć klienta). Wspomnieć też trzeba o browarze Volfas Engelmans z Kowna o dość skomplikowanej historii własnościowej po roku 1992. Ten ponoć drugi co do wielkości producent piwa jest oczywiście wszechobecny w marketach i większości sklepów. Oferuje rozliczne style i gatunki, jeśli jednak mają one tyle wspólnego ze swym pierwowzorem co belgijski kriek, który jest po prostu miksem piwa i soku wiśniowego, to takim piwom mówimy stanowcze NIE. Wspominam o tym browarze, gdyż zakłady posiadają niewielki browar eksperymentalny (warzelnia o wybiciu 5 hl) z nowofalową linią produktów (wynalazki o nazwach Chili Pils czy Orange Zest American Wheat). Rozwój kraftowego browarnictwa hamuje dość restrykcyjne prawo - wysokie podatki, całkowity zakaz reklamy oraz zakaz sprzedaży po godzinie 20.00 (na szczęście to obostrzenie dotyczy sklepów). Dlatego kraftowych browarów jest na Litwie tak naprawdę niewiele, a z przyczyn podanych na wstępie nie jestem w stanie podać nawet ich liczby. Załóżmy, że jest ich około dziesięciu i co najmniej drugie tyle "kontraktów". Z powodu "daltonizmu" językowo-informacyjnego, swoje piwne doświadczenia w wileńskich restauracjach rozpocząłem od piw butelkowych. Przy odrobinie szczęścia znajdziemy bowiem na etykiecie opis w języku angielskim. Piwo z fotografii powyżej było całkiem smaczne, ale o jego producencie nie jestem w stanie wiele opowiedzieć.


Browar "Būsi trečias" widziany od strony ulicy.

Wedle zgodnych informacji najstarszym browarem restauracyjnym w Wilnie jest "Būsi trečias"((Totorių g. 18), co dosłownie oznacza "Będziesz trzeci". Ponoć nazwa ta nawiązuje do dawnych , słusznie minionych czasów, kiedy to butelka wódki kosztowała trzy ruble. Cena była tak wygórowana, że dwie spragnione osoby poszukiwały trzeciego chętnego. Tym trzecim zostawał zwykle nieznajomy, który odpowiedział pozytywnie na zaproszenie "kto będzie trzeci?". Tą sympatyczną opowieść zapisano na na głównej stronie internetowej lokalu, trudno więc z nią polemizować. Osobiście mam jednak podejrzenie, że nazwa może być związana z przysłowiem "gdzie dwóch się zbierze, wkrótce pojawi się i trzeci" (nie mylić z polskim powiedzeniem "gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta). Być może zresztą geneza tego litewskiego przysłowia związana jest z opisanym wyżej poszukiwaniem trzeciego? Kto wie? 

Wejście na teren letniego ogródka browaru.


Miłym zaskoczeniem było odkrycie ogródka piwnego, mieszczącego się na podwórku. Dzień nie był zbyt ciepły (był początek maja), siedziało się jednak sympatycznie, a obsługa dbała, by niczego nam nie brakowało. Gdy jednak zrobiło się nieco zbyt chłodno, przesiedliśmy się do wnętrza - uprzejmy kelner pomógł nam w znalezieniu miejsca, ponieważ większość była już zajęta lub zarezerwowana (wkrótce po zmroku lokal szczelnie wypełnił się, jak się to mówi - do ostatniego miejsca). Niebawem stałem się "tym trzecim".... w kolejce do toalety (niestety, jest tylko jedna). Po wcześniejszych - niestety nużących - doświadczeniach z litewskim piwem, odetchnąłem. Piwo może nie jest wybitne, warte jest jednak uwagi. W ofercie znajdują się  trzy rodzaje: pils, czarne (schwarzbier) i porter (tego niestety nie spróbowałem) oraz koktajle piwne, cydry i piwa z innych browarów (m. in. Volfas Engelman). Zarówno pilsa, jak i piwo czarne charakteryzuje wysoka, trwała piana i przyjemny, chmielowy aromat. Każde z lokalnych piw kosztuje 3 euro (za pół litra, co nie jest regułą - w wielu lokalach piwo podaje się w szklankach 0,4 litra). Również miejscowa kuchnia jest warta uwagi - w zasadzie wszystkie próbowane przez nas dania okazały się smaczne i w pełni akceptowalne.


Letni ogródek browaru.

W przecznicy tuż obok placu ratuszowego (czyli w samym centrum Wilna) znajduje się browar Leičių (Stiklių g. 5). Usytuowany jest nad sklepem Bambalyne, w którym możemy zaopatrzyć się w ciekawe piwa z litewskich kraftowych browarów. Niemal naprzeciw znajduje się restauracja, należąca do tych samych właścicieli. Co do podawanych potraw nie mam większych zastrzeżeń, piwo jednak mocno mnie zmęczyło. Trudno doszukać się w nim istotnych wad, jest jednak po prostu nijakie. Po trzech podejściach dałem sobie spokój. Na koniec pobytu w Wilnie nabrałem jednak przekonania, że piwa z tego browaru trzymają po prostu średnią - jedynym jaśniejszym punktem okazały się opisane wyżej wyroby z "Būsi trečias". Niestety, nie udało mi się dotrzeć do położonego na obrzeżach Wilna browaru "Tores" (Guriu g. 10). Zabrakło też czasu na odwiedziny, położonego w centrum browaru "Prie Katedros" (Gedimino pr. 5).


"Historyczna" etykieta Šnekutis - skan z oficjalnej strony restauracji i browaru.

Trudno nie wspomnieć o najczęściej chyba wspominanym w przewodnikach lokalu. Šnekutis należy bez wątpienia do jednej ze współczesnych wileńskich legend. Dziś to trzy lokale (Šv. Mikalojaus g. 15, Polocko g. 7A, i Šv. Stepano g. 8). Zainteresowanych odsyłam na oficjalną stronę:
Dziś Šnekutis sprawia wrażenie sympatycznej sieciówki, chętnie jednak odwiedzanej przez miejscowych, jak i turystów. Z doborem piwa musiałem poradzić sobie sam, na szczęście wszystkie piwa wypisane są na dobrze widocznej tablicy. Ponieważ zamawia się przy barze, nie ma co liczyć na okazję dłuższej rozmowy z barmanem. Piwa z kranów okazały się całkowicie bezbarwne i zmęczyły mnie podobnie, jak choćby te z browaru Leičių. Jeśli jednak ma się odrobinę samozaparcia, można coś wybrać z dobrze wyeksponowanej lodówki. Mnie tego samozaparcia niestety zabrakło.... Jedzenie okazało się poprawne, ale - powiedzmy - nieco barowe. Tak więc w pamięć najbardziej zapadł mi sam właściciel (dość charakterystyczna postać), siedzący przy sąsiednim stoliku, z którym udało się nawet wymienić kilka konwencjonalnych pozdrowień. Podsumowując - kto tu zaglądnie raczej nie będzie żałował.Ale szału nie ma.

Wejście do restauracji "Žemaičių ąsotis".

Trudno natomiast znaleźć informacje o jakiś lokalach znajdujących się poza starym miastem. Tymczasem w trakcie nieco dalszych wędrówek można natrafić na sympatyczne miejsca. Takim niewątpliwie jest Žemaičių ąsotis (Naugarduko g. 32-1), czyli "Żmudzki dzbanek". Miła atmosfera, ciekawy wybór dań regionalnych i całkiem spora piwna oferta - niestety, wszystkie piwa okazały się równie nijakie. Może jednak za bardzo marudzę? Wilno na pewno warto odwiedzić - nie obiecujcie sobie jednak nadmiaru piwnych rozkoszy! 

poniedziałek, 10 czerwca 2019

PODATKI I OPŁATY POBIERANE OD PIWOWARÓW KRAKOWSKICH W XVI I PIERWSZEJ POŁOWIE XVII WIEKU

Artykuł do pobrania






Podatki płacimy wszyscy. Nawet ci, którzy uważają, że ich nie płacą - podatki ukryte są przecież w cenie każdego towaru dostępnego w sklepach. Cóż, jedni dziwią się, że mówią prozą, inni - że płacą podatki. Alkohol od wieku był wdzięcznym przedmiotem wykorzystywania efektów pracy niektórych branż rzemieślniczych (przyznajmy, że niektóre wykorzystywano bardziej - w zasadzie zostało tak do dziś). Jako pierwsza na pomysł opodatkowania piwowarów wpadła królowa Kleopatra. Naraziła się tym poddanym, ale podreperowała budżet. Geneza współczesnych podatków sięga średniowiecza. I znów sięgnięto po wyroby alkoholowe. Piwo, miód, a następnie wino i wódkę. Można by powiedzieć - i tak do dnia dzisiejszego, i byłaby to w zasadzie prawda. A jak wyglądało to w wieku XVI, nie bez przyczyny nazywanym złotym wiekiem piwa?



Marinus Claeszoon van Reymerswaele, "Poborcy podatków". Obraz z 1 poł. XVI wieku. 


Piwowarzy krakowscy obciążeni byli szeregiem danin, zarówno na rzecz skarbowości królewskiej, jak i miejskiej. Geneza i pochodzenie tych powinności były zróżnicowane, wystarczy jednak stwierdzić, że piwowarstwo krakowskie w XVI wieku obciążały trzy podstawowe daniny: czopowe, ternarii ducillorum (zwane następnie kwartnikami od warów) oraz braxatura cerevisiae alias rorgelt. W roku 1589 wprowadzono dodatkową opłatę jednego grosza od każdej beczki wyprodukowanego piwa. Początkowo miała być to opłata jednorazowa, jednak już w roku 1590 okres obowiązywania tej daniny wydłużono i to bez względu na inne podatki, pobierane na rzecz skarbowości królewskiej bądź miejskiej. Opłatę tą nazywano groszowym lub groszem ratusznym. Z XVI i 1 poł. XVII wieku zachowało się szereg dokumentów, rejestrujących poszczególne podatki i opłaty. Najstarszy zachowany dokument z roku podatkowego 1544/45 dotyczy wybierania czopowego. Prześledzenie tych dokumentów pozwoliło na zrekonstruowanie rozwoju systemu podatkowego w dawnej Polsce.


Artykuł do pobrania tu:
https://apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/RDSG/article/view/RDSG.2017.03

piątek, 7 czerwca 2019

ZAPOTRZEBOWANIE NA ENERGIĘ KRAKOWSKIEGO PRZEMYSŁU PIWOWARSKIEGO  W XVI I 1 POŁ. XVII WIEKU W ŚWIETLE KWERENDY ARCHIWALNEJ I SYMULACJI PROCESU SPALANIA W PIECACH BEZKOMINOWYCH

Artykuł do pobrania






Czy obliczenie, jakie było zapotrzebowanie na energię w dobie wczesnonowożytnej w przemyśle piwowarskim Krakowa jest w ogóle możliwe? Lakoniczność źródeł historycznych w tej materii niestety nie pomaga w odpowiedzi na to pytanie. Ale od czego są przyjaciele? Wspólnie z kolegą z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie obmyśliliśmy sposób, jak odpowiedzieć na takie pytanie. Przeprowadzone wspólnie badania mają wyjątkowy charakter - nie tylko w skali Polski, ale też europejskiej i światowej. Czy tego typu badania mają sens, tzn. czy odpowiadają na pytania, na które nie potrafią odpowiedzieć historycy na podstawie dostępnych dokumentów - sądzę, że tak. Zresztą możecie ocenić to sami, przeglądając artykuł. 

Przekrój pieca bezkominowego, odpowiadającego krakowskim piecom piwowarskim (służącym do warzenia piwa). Spaliny wydostają się na zewnątrz przez otwór paleniskowy.  Nie oznacza to, że konstrukcje takie w ogóle były pozbawione kominów - dym i opary z kotła zbierała tzw. "kapa" i kominem (bywało, że drewnianym!) odprowadzane były na zewnątrz.
link do artykułu:
http://resgestae.up.krakow.pl/article/view/4597

czwartek, 6 czerwca 2019

SŁOWNIK BIOGRAFICZNY SŁODOWNIKÓW, PIWOWARÓW I KARCZMARZY KRAKOWSKICH 1501 - 1655, cz. II

Wojciech Dylążek II - biogram przykładowy




Dylążek (II) Wojciech (Albertus Dylazek = Wojciech Delonżek)
przyjęty do prawa miejskiego, pochodzenie: 1625, Poskwitów [Stary] parafia Słomniki.
zawód: braseator, słodownik.
adres: Pijarska 2B (słodownia podle p. Rapa) – (1628 - 1635), Sławkowska 17D (kamienica Dylazka) - (1632 – 1640), Szewska 15 – (1640 - 1641), Szewska 25 - (1642 – 1653).
warzył w latach: 1633 – 1653.
liczba wykonywanych warów: 1633 – 23, 1634 – 46 ½, 1636 – 65 ½, 1637 – 56, 1638 – 63, 1639 – 49, 1640 – 51 ½, 1641 – 79, 1642 – 83, 1643 – 83, 1644 – 74, 1645 – 60, 1646 – 59, 1647 – 36, 1648 – 23, 1650 – 25, 1651 – 36, 1652 – 26, 1653 – 25 ½ wara.
krewni: żona nieznanego imienia. Córka nieznanego imienia (żona piwowara Jana Norkowicza).
uwagi: w początkowym okresie pobytu w Krakowie Wojciech Dylążek wykonywał zawód słodownika (w dawnej słodowni rottermundowskiej). Od roku 1633 notowany jest jako czynny piwowar. W roku 1629 Wojciech Dylążek był świadkiem ślubu Jana Rzimana z Reginą Krzysztoforyczówną. W roku 1638 został wskazany na wykonawcę testamentu piwowara Błażeja Jagielczyka (wraz z jego żoną Anną i Szymonem Smółką kichlarzem). W latach 1638 i 1639 pełnił funkcję starszego cechu piwowarów i słodowników krakowskich. W roku 1641 Wojciech Dylążek należał do Bractwa św. Anny przy kolegiacie św. Anny. W tym samym roku sporządzono notkę wiertelniczą, dotyczącą tylnej ściany granicznej pomiędzy nieruchomością Dylążka przy ulicy Sławkowskiej [dziś nr 17D] a położoną od strony ulicy św. Jana: Wyszliśmy za żądaniem p. Wojciecha Dyląszka kaczmarza i mieszczanina krakowskiego do kamienice jego która leży na Sławkowskiej ulicy, z jednej J.M.P. Mikołaja Wizenberka [dziś nr 17C], a z drugi Malchra Markowica mydlarza [dziś nr 17E]. Tamże nam pokazał na tyle w kamienicy swojej ścianę drzewianą od browaru potomków nieboszczyka Jego Mości p. Antoniego Strączkowicza Rayce Krak. graniczną [św. Jana dziś nr 26] którą teraz Dyląszek chce murować, którego placu jest na dłużą łokci 14. Notka jasno pokazuje, że tył nieruchomości od strony ulicy Sławkowskiej [dziś nr 17D] posiadał od tyłu granicę z nieruchomością położoną od strony ul. św. Jana [dziś nr 26], na długości niemal ośmiu metrów. Kolejne notki wiertelnicze (sporządzone w roku 1644 i 1645) dotyczą już nieruchomości położonej przy ul. Szewskiej [dziś nr 25], również będącej w posiadaniu Dylążka. Pierwsza z nich odbyła się na instancję dekanatu świętego Michała w Krakowie. Opisano rewizję kamienicy w ulicy Szewskiej między kamienicami z jedną Niczowską [dziś nr 27] a Ulczyńską [dziś nr 23] z drugą stronę stojącej, na ten czas pana Dyląszka kaczmarza mieszczanina krakowskiego nazwanej. Tamże wszedłszy do słodownie gdzie są lasy do suszenia słodu, widzieliśmy okno w murze granicznym, które zamyka się okiennicą żelazną, od tej strony szpitalnej. Widzieliśmy też i drzwi, trochę wyżej niż okno pomienione nowo zamurowane. Widzieliśmy i drugie drzwi albo chodzenie do piwnice pod gumnem, w której piwnicy widzieliśmy dziury dwie dla zsypywania zboża okrągłe. Widzieliśmy i okno z tejże piwnice ku browarowi Dylążkowemu. Widzieliśmy także drugie drzwi na górze we spiklerzu na ganek ku stronie Dylążkowej. Widzieliśmy drzwi drugie w gumnie na dole i okno do browaru ku stronie Dylążkowej, które wszystkie znaki wyżej pomienione, jako rozumiemy, są z murem wymurowane i wysklepione antiquitas. Kontynuacją sporu ze stroną szpitalną jest kolejna notka: Wyszliśmy na rewizję do kamienice pana Dyląszka mieszczaninan kaczmarza krakowskiego własnej w ulicy Szewskiej wedle Niczowskiego z dawna rzeczonej stojącej [dziś nr 27], która to kamienica Dyląszkowa ma contignitatem z kamienicą albo szpitalem dziadowskiem w ulicy Szczepańskiej stojącym. Tamże wszedłszy poszliśmy do słodownie gdzie są lasy dla suszenia słodu. Pytali nas JM PP prowizorowie, jeżeli ściana od niczowskiej murowana jest spólna temu miejscu słodowniej albo gdzie są lasy. Pytali po tym Ich Mości jeżeli to miejsce gdzie są lasy należy szpitalowi albo Dyląszkowi? Poszliśmy potem do szpitala S. Szczepańskiego. Tamże pytali nas Ich Mości PP prowizorowie, jeżeli na spadek wody z tej słodownie schodzi słusznie na grunt szpitalny albo nie, my tedy pilnie się przypatrzywszy wszytkiemu i pytanie Ich Mościów u siebie uważywszy: co się tknie pierwszego interregatorium tak mówimy, że ta ściana murowana od strony nyczowskiej podłużna jest spólna placowi temu gdzie są lasy. Plac zaś ten mianowany jest przyleglejszy stronie Dyląszkowej, to jest piwnicy i gumna, które gumno jest przyleglejsze browarowi także Dyląszkowemu, który na ten czas w swej własności trzyma. Spadek wody, a zwłaszcza tak wielki, jako jest w pierwszych naszych relatiach opisany, z ukrzywdzeniem i szkodą jest szpitalną. Dość niejasna notka wiertelnicza z roku 1649, sporządzona na życzenie Jana Szwandra, mogłaby wskazywać, że Wojciech Dylążek był właścicielem jedynie połowy kamienicy: weszliśmy do kamienice która leży z jednej pana Wojciecha Dylążka [dziś nr 25] a z drugiej strony przy bramie Szewskiej narożną nieboszczyka pana Stanisława Nica [dziś nr 27], jednak dalsza treść notki wskazuje, że dotyczy ona posesji narożnej (dziś nr 27), a w zasadzie jednej z jej części (stąd tak nietypowe opisanie miejsce rewizji). W notce wzmiankowany jest p. Sikorski, posesjonat posesji Nyczowskiej [dziś nr 27].  W roku 1647 Wojciech Dylążek był świadkiem na ślubie Matysa Dylążkowicza z ulicy Mikołajskiej (swojego krewnego?) z Dorotą Ketyniewiczówną. Drugim świadkiem był Błażej SmarzewskiWojciech Dylążek (II. Od roku 1648 obserwujemy nietypową sytuację, polegającą na aktywności dwóch piwowarów na terenie jednej posesji, a więc najpewniej korzystających z urządzeń jednego browaru (Wojciech Dylążek i Wawrzyniec Doleszyk). Wojciech Dylążek zachował też własność nieruchomości przy ulicy Sławkowskiej [dziś nr 17D], browar pozostawał w dzierżawie Wojciech Góry (do roku 1647), po czym (czasowo) zaprzestał działalności. W roku 1653 Wojciech Dylążek porzucił działalność piwowarską i przekazał browar swojemu zięciowi Janowi Norkowiczowi. W dniu 30 kwietnia 1655 roku przed krakowskim sądem ławniczym Wojciech Dylążek przedłożył swój testament. Prawo otwarcia dokumentu po śmierci Wojciecha Dylążka zapisane zostało na Jana Norkowicza, jego zięcia.


SŁOWNIK BIOGRAFICZNY SŁODOWNIKÓW, PIWOWARÓW I KARCZMARZY KRAKOWSKICH 1501 - 1655, cz. I

Premiera nowej książki blisko





Jeszcze w czerwcu na półkach księgarskich zagości moja nowa książka - tym razem o słodownikach, piwowarach i karczmarzach krakowskich. Kto chce wiedzieć, co oznaczają te trzy pojęcia - niech sięgnie po właśnie wydaną "Encyklopedię piwowarską". Słownik ma układ encyklopedyczny, tzn. oprócz dość rozbudowanego wstępu składa się z haseł - biogramów, z których każde dedykowane jest jednej osobie. 

Okładka "Słownika słodowników, piwowarów i karczmarzy krakowskich 1501 - 1655"

W XVI wieku piwowarstwo krakowskie przeżywało najlepszy okres w swojej historii. Na terenie miasta, w połowie wieku, działało około 140 browarów i liczne słodownie - o karczmach i gospodach nie wspominając. Tą piękną historię tworzyli ludzie - i to właśnie im poświęciłem to opracowanie. Uznałem, że jesteśmy im to winni. Poniżej wklejam tekst z okładki:

Okres od około 1450 roku do wczesnych lat XVII wieku uważany jest za złoty wiek piwa. Jest to okres szybkiego wzrostu poziomu produkcji i konsumpcji, wyprzedzający rozwój ówczesnej populacji. Umowna granica, rozdzielająca krainy o tradycjach winiarskich i piwowarskich, przesunęła się wyraźnie w kierunku południowym. Rozwojowi piwowarstwa sprzyjał postęp technologiczny i rozwój wiedzy. Ówczesna Rzeczpospolita należała do krajów o ugruntowanej tradycji piwowarskiej, słynąć z doskonałych piw pszenicznych, nazywanych białymi. Takie piwa ceniono wówczas najbardziej. Największym ośrodkiem produkcyjnym Rzeczpospolitej był rzecz jasna Kraków. Stanisław Kutrzeba, znakomity historyk i znawca dziejów miasta, początki tego rzemiosła wiązał z lokacją i przybyszami niemieckimi, pisząc: A jeśli koloniści na sztandarze swoim wypisali trzy hasła: swobody, oszczędności i czystości, to u stóp tej chorągwi spostrzeglibyśmy bez wątpienia beczkę piwa i to dużą. Ta metaforyczna beczka znacznie powiększyła się w dobie nowożytnej. Piwowarstwo było największym i najważniejszym rzemiosłem uprawianym w ówczesnym Krakowie. Dość wspomnieć o 140 browarach, licznych słodowniach i niezliczonych karczmach obecnych w krajobrazie miasta.Historię piwowarstwa krakowskiego tworzyli ludzie, rzemieślnicy urodzeni w Krakowie jak i przybyli z wielu wsi i miast ówczesnej Rzeczpospolitej, a nawet spoza jej granic. Poprzez ich historie prześledzić można dzieje piwa i piwowarstwa, nieodłączną część polskiej tradycji, o czym już w dziewiętnastym wieku pisał Aleksander Jelski: Co prawda, proces techniczny piwowarstwa stanowi [..] najpraktyczniejszą stronę przedmiotu, tem niemniej i wiadomość historyczna o napoju z dawien dawna narodowym i najmniej szkodliwym, tudzież o literaturze ojczystej, dotyczącej wytworu onego i znaczenia w obyczajach, nie będzie może bez pożytku dla szerszego koła czytelników, lubiących wpatrywać się w przeszłość rodzimą. Ufam tedy w ich pobłażliwość w razie, gdyby mi się nie udało w czem sprostać zadaniu.

KOBIETA W KRAKOWSKIM PRZEMYŚLE SŁODOWNICZO-PIWOWARSKIM DOBY WCZESNONOWOŻYTNEJ

Artykuł do pobrania





Badacze zajmujący się historią piwowarstwa zgodnie wskazują, że okres od połowy XV aż po początek XVII wieku to „złoty wiek piwa”. Badając dzieje piwowarstwa krakowskiego, trudno nie zgodzić się z tą opinią. W okresie średniowiecza, ale także we wczesnej dobie nowożytnej, przemysł słodowniczo-piwowarski – jako jedyny - odciskał swój ślad w krajobrazie architektonicznym miasta, zaś grupa osób zawodowo związanych z piwowarstwem należała do najliczniejszych w mieście.

Grafika gdańska autorstwa A. Müllera z serii Der Danziger Frawen und Jungfrawn gebreuchliche  Zierheit und Tracht z roku 1601, przedstawiająca żeńską czeladź piwowarską

Rola kobiet w dziejach tego przemysłu jest mało znana. I nie znalazła – jak dotąd - większego odzwierciedlenia w literaturze przedmiotu. Brak jest odrębnego opracowania poświęconego gospodarczej aktywności mieszczek krakowskich, zarówno w ujęciu ogólnym, jak i z punktu widzenia pojedynczego rzemiosła. Tym bardziej godna podkreślenia jest rola kobiet w dziejach tego przemysłu. Około 10% browarów prowadzonych było przez kobiety, zaś najbardziej aktywne z nich uzyskiwały znaczną samodzielność. Gromadziły znaczne majątki, swobodnie obracały nieruchomościami, łożyły na wykształcenie dzieci, inwestowały w rozwój własnych przedsiębiorstw. Pozostawiły po sobie znaczący ślad.
Artykuł można pobrać tu:



MATYS PIENIĄŻEK. WADOWICZANIN, PIWOWAR KRAKOWSKI Z XVI WIEKU

Artykuł do pobrania






Matys Pieniążek został przyjęty do prawa miejskiego w roku 1532. Z wpisu dowiadujemy się, że do Krakowa przybył z Wadowic i wykonywał zawód słodownika (braseator). Z tytułu opłaty wpisowej uiścił zwyczajową taksę w wysokości 1 grzywny. Możemy jedynie przypuszczać, że urodził się na przełomie XV i XVI w., zaś do prawa miejskiego przyjęty został w sile wieku, prawdopodobnie około trzydziestego roku życia.

Plac Szczepański wedle obrazu Hipolita Lipińskiego (reprod. Kłosy 1882)


Możemy szacować, że jego rodzinna miejscowość liczyła w tym czasie około 500 mieszkańców. Duża część wadowiczan parała się rzemiosłem. Najstarszym poświadczonym cechem miejskim w Wadowicach był istniejący już w 2 połowie XV w. cech szewców, natomiast na starodawność wadowickiego cechu tkaczy zwrócił uwagę już Feliks Kiryk. Zdaniem Jerzego Rajmana w 2 połowie XVI w. istniały w Wadowicach co najmniej 22 gałęzie rzemiosła, a miasteczko pod tym względem, co prawda ustępowało Oświęcimiowi i Kętom, ale za to dorównywało Zatorowi i przewyższało Skawinę, Lanckoronę oraz Żywiec. Co istotne, badacz ten przyjął orientacyjną liczbę 5 browarników działających w Wadowicach. Matys nie był pierwszym wadowiczaninem w Krakowie, który występuje w źródłach jako Pieniążek. Kilkadziesiąt lat przed nim został przyjęty do prawa miejskiego w Krakowie (1480) niejaki Michał Pieniążek, rzeźnik. W przeciągu XV i XVI w. obok dwóch Pieniążków przyjęto do prawa miejskiego Krakowa jeszcze 10 innych wadowiczan, m.in. 2 bednarzy, łaziebnika, kusznika, brukarza, garncarza i łagiewnika. 


Południowo-zachodnia część placu Szczepańskiego ok. poł. XIX wieku, na obrazie Konstantego Kopffa. Ostatni po prawej budynek szpitala, w który wcielono uprzednio dom Matysa Pieniążka.


Zachowana baza źródłowa nie pozwala prześledzić w pełni krakowskiego okresu życia Pieniążka. Całkowicie umyka nam pierwsze dziesięć lat jego działalności, najstarsza zachowana wzmianka pochodzi bowiem z roku 1542. Wnioskujemy z niej, że Pieniążek prowadził browar w kamienicy Tomasza Morawskiego, położonej przy ulicy Szczepańskiej, pomiędzy znajdującą się przy murach miejskich narożną posesją Stanisława Maruszyńskiego a kamienicą Szczęsnego płatnerza. Ulica Szczepańska, wychodząca w kierunku zachodnim z północno-zachodniego narożnika Rynku, pod swoją dzisiejszą nazwą występuje już w zapiskach z wieku XIV (Sinte Stepanis Gasse, platea sancti Stephani). Nazwa polska pojawiła się w dokumentach z wieku XVI. Ulica Szczepańska przecięta jest jedną przecznicą (dzisiejsza ul. Jagiellońska), a w omawianej epoce przebiegała pomiędzy czterema blokami zabudowy (po dwa z każdej strony), do których należał blok z kościołem Św. Szczepana istniejący w miejscu dzisiejszego pl. Szczepańskiego do początku wieku XIX. Około połowy wieku XVI, w ulicy Szczepańskiej, działki i dyspozycja zabudowy na nich ukształtowane były w znacznej części odmiennie od stanu dzisiejszego. Najstarsza zabudowa murowana powstała jeszcze w drugiej połowie XIII w. Do połowy wieku XVI nastąpiły kolejne przebudowy - występowały tu różne funkcje i formy zabudowy, niemniej w połowie wieku XVI przeważały budynki murowane, w tym kamienice. Około 1563 roku Matys Pieniążek stał się właścicielem dzierżawionej uprzednio kamienicy – zakupił ją od Magdaleny Wunzanowej.

Na placu Szczepańskim w XIX wieku sprzedawano słynny chleb prądnicki. Rycina przedstawia sprzedawcę tego chleba.


Matys Pieniążek zmarł najpewniej w lutym 1566 r. (ostatni podatek od waru pobrano od niego 9 lutego, w początku III kwartału roku podatkowego 1565/66). Nie pozostawił bezpośrednich spadkobierców. Po jego śmierci kamienicę, od nieznanych spadkobierców, dzierżawili kolejni piwowarzy: Mikołaj Budzanty, Valentinus tabernator i Wojciech Małek zwany Wróblem. Z końcem XVI wieku dwie kamienice (w tym niegdysiejsza pana Pieniążka i narożna) zostały przekształcone na szpital bractwa Panny Marii (pod wezwaniem Św. Łazarza). W latach osiemdziesiątych były to jeszcze domy mieszczańskie, zaś w roku 1598 odnotowano już dwie kamienice szpitalne św. Łazarza. Kolejne spisy wymieniają wymiennie szpital Bractwa P. Mariei lub szpital św. Łazarza.
Artykuł o Matysie Pieniążku do pobrania tu:

http://yadda.icm.edu.pl/yadda/element/bwmeta1.element.desklight-43314bf8-0645-4b56-bb9f-488911c8a097