środa, 12 czerwca 2019

WILNO PACHNĄCE SŁODEM I CHMIELEM

Śladem wileńskiego piwa


Wilno to popularny kierunek wypadów dla turystów z Polski. Docierają tu zarówno turyści zorganizowani, jak i indywidualni. Miasto przyciąga nie tylko licznymi zabytkami czy pamiątkami z przeszłości (często związanymi z polską tradycją i kulturą), ale oferuje też ciekawą, lokalną kuchnię i trunki, serwowane w licznych lokalach rozsianych głównie na terenie starówki. Większego kłopotu nie sprawi nam zdobycie informacji o historii miasta, jego najważniejszych obiektach i muzeach. Bez problemu wybierzemy odpowiadającą nam kwaterę. Znajdziemy polecane restauracje, puby, knajpki czy kluby nocne. Przyznam jednak, że olbrzymim kłopotem było dla mnie wyszukanie informacji, gdzie w Wilnie można napić się dobrego, lokalnego piwa. Które lokale oferują piwo rzemieślnicze i z jakich browarów. Ba - nie udało mi się jednoznacznie rozstrzygnąć, ile w Wilnie jest lokalnych browarów, jaka jest ich lokalizacja i jakie rodzaje piw oferują. Po dwóch - trzech godzinach wyszukiwania miałem kilka wytypowanych miejsc. Możliwość wyszukiwania poprzez litewskie strony jest - delikatnie to ujmując - wielce ograniczona (chyba, że ktoś posługuje się tym językiem). Raczej wyjątkiem od reguły jest sytuacja, gdy lokal (lub browar) posiada stronę wielojęzyczną. Do Wilna nie jechałem więc całkiem w ciemno, jak się jednak okazało, zebrane informacje okazały się wielce niewystarczające. A trzy dni które dane mi było spędzić w tym pięknym mieście to jednak zdecydowanie za mało by poznać wszystkie jego piwne tajemnice.


Widok na centrum Wilna z wieży zamkowej

Wizytę w Wilnie zacznijmy od spojrzenia z lotu ptaka, najlepiej z tzw. baszty Giedymina, znajdującej się na Zamku Górnym. W samej baszcie usytuowano ekspozycję, poświęconą historii Wilna, w tym multimedialny pokaz, pokazujący wygląd miasta w poszczególnych okresach historycznych. Doskonale widać wileńską starówkę, z wszystkimi kościołami, klasztorami, budynkiem Uniwersytetu i siedzibą Prezydenta. Nowoczesna dzielnica po drugiej stronie Wilii obrazuje przemiany, jakie zaszły w wyglądzie miastach w ostatnich latach.


Fragment ekspozycji w podziemiach zamku.

Będąc w Wilnie warto odwiedzić zrekonstruowany Zamek Dolny. Jego budowę zapoczątkował - najprawdopodobniej - Aleksander Jagiellończyk, sytuując nową siedzibę pomiędzy zamkiem górnym a katedrą. Największe zasługi położył jednak Zygmunt Stary, za czasów którego przy budowie zamku pracowali Bartolommeo Berrecci, Bernardino Zanobi de Gianotis czy Benedykt Sandomierzanin. Zamek przebudowywano za czasów panowania Zygmunta Augusta. W roku 1610 jednak spłonął i został przebudowany w stylu wczesnobarokowym. Po najeździe Rosjan i okupacji Wilna w latach 1655 - 1657 zamek został zniszczony i stopniowo popadał w coraz większą ruinę. Po III rozbiorze Polski, na polecenie gubernatora Fryzela resztki zamku rozebrano (ostał się niewielki fragment skrzydła wschodniego). Od roku 1987 na jego terenie prowadzono archeologiczne prace badawcze, a w roku 2001 podjęto decyzję o odbudowie. Z punktu widzenia konserwatorskiego była to decyzja kontrowersyjna - powstała jednak ekspozycja bez wątpienia warta odwiedzenia. Dolna kondygnacja to po prostu rozległy rezerwat archeologiczny, w którym eksponowane są relikty dawnego zamku - a w zasadzie jego piwnic, bo tylko one przetrwały do naszych czasów. Pojawia się oczywista analogia z krakowskim Podziemnym Rynkiem, choć podobieństw jest równie dużo jak różnic. Wśród wielu prezentowanych zabytków uwagę zwraca bogata kolekcja kafli, głównie renesansowych i barakowych oraz liczne - perfekcyjnie wykonane - rekonstrukcje pieców. Chcąc obejść wszystkie proponowane trasy musimy zarezerwować sobie co najmniej dwie - trzy godziny czasu. Nieco miejsca poświęcono rzemieślnikom wileńskim, jednak poza informacjami o systemie wodociągowym niewiele dowiemy się o słodownikach czy piwowarach. A szkoda, bo opracowane i opublikowane przez Henryka Łowmiańskiego statuty tych rzemiosł pokazują, że przemysł ten odgrywał w dawnym Wilnie znaczącą rolę.



W Wilnie jest wiele malowniczych zaułków.

Na pewno warto powłóczyć się po starówce wileńskiej i jej malowniczych zaułkach. Nie wszystkie są zagospodarowane i nie wszędzie docierają turyści. Jednak w takich miejscach łatwiej zrozumieć naturę miasta i pooddychać nieco jego historyczną aurą. Takich miejsc nie opisują przewodniki, nie wiemy więc, czym zostaniemy zaskoczeni za rogiem. 


Etykieta jednego z piw rzemieślniczych, wypitego do obiadu w jednej z knajpek w centrum.


Jeśli jednak włóczenie się po ulicach nam się znudzi, lub po prostu poczujemy się co nieco znużeni, możemy zakotwiczyć w jednym z wielu lokali, oferujących lokalną kuchnię i kraftowe piwa. Dopowiem od razu, że z lokalną kuchnią jest jakby łatwiej niż z piwem. Lokalny rynek zdominowany jest, co oczywiście nie jest niespodzianką, przez wielkie koncerny piwowarskie. Wszechobecnym piwem jest Švyturys, pochodzący z browaru w Kłajpedzie i należący (wraz z browarem Utenos Alus w Ucianie) do koncernu Carlsberg. Drugim dominującym koncernem jest Royal Unibrew, posiadający na Liwie browary Kalnapilis i Tauras. Ten drugi usytuowany jest w Wilnie i kontynuuje tradycję zapoczątkowaną przez Wilhelma Szopena (jako datę budowy podaje się zazwyczaj rok 1860). Może się niestety zdarzyć, że piwo z tego browaru zostanie nam przedstawione jako "lokalne" (wszak pochodzi z wileńskiego browaru), a nawet kraftowe (to już jawne nadużycie, ale czego nie robi się, by przyciągnąć klienta). Wspomnieć też trzeba o browarze Volfas Engelmans z Kowna o dość skomplikowanej historii własnościowej po roku 1992. Ten ponoć drugi co do wielkości producent piwa jest oczywiście wszechobecny w marketach i większości sklepów. Oferuje rozliczne style i gatunki, jeśli jednak mają one tyle wspólnego ze swym pierwowzorem co belgijski kriek, który jest po prostu miksem piwa i soku wiśniowego, to takim piwom mówimy stanowcze NIE. Wspominam o tym browarze, gdyż zakłady posiadają niewielki browar eksperymentalny (warzelnia o wybiciu 5 hl) z nowofalową linią produktów (wynalazki o nazwach Chili Pils czy Orange Zest American Wheat). Rozwój kraftowego browarnictwa hamuje dość restrykcyjne prawo - wysokie podatki, całkowity zakaz reklamy oraz zakaz sprzedaży po godzinie 20.00 (na szczęście to obostrzenie dotyczy sklepów). Dlatego kraftowych browarów jest na Litwie tak naprawdę niewiele, a z przyczyn podanych na wstępie nie jestem w stanie podać nawet ich liczby. Załóżmy, że jest ich około dziesięciu i co najmniej drugie tyle "kontraktów". Z powodu "daltonizmu" językowo-informacyjnego, swoje piwne doświadczenia w wileńskich restauracjach rozpocząłem od piw butelkowych. Przy odrobinie szczęścia znajdziemy bowiem na etykiecie opis w języku angielskim. Piwo z fotografii powyżej było całkiem smaczne, ale o jego producencie nie jestem w stanie wiele opowiedzieć.


Browar "Būsi trečias" widziany od strony ulicy.

Wedle zgodnych informacji najstarszym browarem restauracyjnym w Wilnie jest "Būsi trečias"((Totorių g. 18), co dosłownie oznacza "Będziesz trzeci". Ponoć nazwa ta nawiązuje do dawnych , słusznie minionych czasów, kiedy to butelka wódki kosztowała trzy ruble. Cena była tak wygórowana, że dwie spragnione osoby poszukiwały trzeciego chętnego. Tym trzecim zostawał zwykle nieznajomy, który odpowiedział pozytywnie na zaproszenie "kto będzie trzeci?". Tą sympatyczną opowieść zapisano na na głównej stronie internetowej lokalu, trudno więc z nią polemizować. Osobiście mam jednak podejrzenie, że nazwa może być związana z przysłowiem "gdzie dwóch się zbierze, wkrótce pojawi się i trzeci" (nie mylić z polskim powiedzeniem "gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta). Być może zresztą geneza tego litewskiego przysłowia związana jest z opisanym wyżej poszukiwaniem trzeciego? Kto wie? 

Wejście na teren letniego ogródka browaru.


Miłym zaskoczeniem było odkrycie ogródka piwnego, mieszczącego się na podwórku. Dzień nie był zbyt ciepły (był początek maja), siedziało się jednak sympatycznie, a obsługa dbała, by niczego nam nie brakowało. Gdy jednak zrobiło się nieco zbyt chłodno, przesiedliśmy się do wnętrza - uprzejmy kelner pomógł nam w znalezieniu miejsca, ponieważ większość była już zajęta lub zarezerwowana (wkrótce po zmroku lokal szczelnie wypełnił się, jak się to mówi - do ostatniego miejsca). Niebawem stałem się "tym trzecim".... w kolejce do toalety (niestety, jest tylko jedna). Po wcześniejszych - niestety nużących - doświadczeniach z litewskim piwem, odetchnąłem. Piwo może nie jest wybitne, warte jest jednak uwagi. W ofercie znajdują się  trzy rodzaje: pils, czarne (schwarzbier) i porter (tego niestety nie spróbowałem) oraz koktajle piwne, cydry i piwa z innych browarów (m. in. Volfas Engelman). Zarówno pilsa, jak i piwo czarne charakteryzuje wysoka, trwała piana i przyjemny, chmielowy aromat. Każde z lokalnych piw kosztuje 3 euro (za pół litra, co nie jest regułą - w wielu lokalach piwo podaje się w szklankach 0,4 litra). Również miejscowa kuchnia jest warta uwagi - w zasadzie wszystkie próbowane przez nas dania okazały się smaczne i w pełni akceptowalne.


Letni ogródek browaru.


W przecznicy tuż obok placu ratuszowego (czyli w samym centrum Wilna) znajduje się browar Leičių (Stiklių g. 5). Usytuowany jest nad sklepem Bambalyne, w którym możemy zaopatrzyć się w ciekawe piwa z litewskich kraftowych browarów. Niemal naprzeciw znajduje się restauracja, należąca do tych samych właścicieli. Co do podawanych potraw nie mam większych zastrzeżeń, piwo jednak mocno mnie zmęczyło. Trudno doszukać się w nim istotnych wad, jest jednak po prostu nijakie. Po trzech podejściach dałem sobie spokój. Na koniec pobytu w Wilnie nabrałem jednak przekonania, że piwa z tego browaru trzymają po prostu średnią - jedynym jaśniejszym punktem okazały się opisane wyżej wyroby z "Būsi trečias". Niestety, nie udało mi się dotrzeć do położonego na obrzeżach Wilna browaru "Tores" (Guriu g. 10). Zabrakło też czasu na odwiedziny, położonego w centrum browaru "Prie Katedros" (Gedimino pr. 5).



"Historyczna" etykieta Šnekutis - skan z oficjalnej strony restauracji i browaru.

Trudno nie wspomnieć o najczęściej chyba wzmiankowanym w przewodnikach lokalu. Šnekutis - bo o nim tu mowa -  należy bez wątpienia do jednej ze współczesnych wileńskich legend. Obecnie to trzy lokale (Šv. Mikalojaus g. 15, Polocko g. 7A, i Šv. Stepano g. 8). Zainteresowanych odsyłam na oficjalną stronę:

Dziś Šnekutis sprawia wrażenie sympatycznej sieciówki, chętnie jednak odwiedzanej przez miejscowych, jak i turystów. Z doborem piwa musiałem poradzić sobie sam, na szczęście wszystkie piwa wypisane są na dobrze widocznej tablicy. Ponieważ zamawia się przy barze, nie ma co liczyć na okazję dłuższej rozmowy z barmanem. Piwa z kranów okazały się całkowicie bezbarwne i zmęczyły mnie podobnie, jak choćby te z browaru Leičių. Jeśli jednak ma się odrobinę samozaparcia, można coś wybrać z dobrze wyeksponowanej lodówki. Mnie tego samozaparcia niestety zabrakło.... Jedzenie okazało się poprawne, ale - powiedzmy - nieco barowe. Tak więc w pamięć najbardziej zapadł mi sam właściciel (dość charakterystyczna postać), siedzący przy sąsiednim stoliku, z którym udało się nawet wymienić kilka konwencjonalnych pozdrowień. Podsumowując - kto tu zaglądnie raczej nie będzie żałował.Ale szału nie ma.

Wejście do restauracji "Žemaičių ąsotis".

Trudno natomiast znaleźć informacje o jakiś lokalach znajdujących się poza starym miastem. Tymczasem w trakcie nieco dalszych wędrówek można natrafić na sympatyczne miejsca. Takim niewątpliwie jest Žemaičių ąsotis (Naugarduko g. 32-1), czyli "Żmudzki dzbanek". Miła atmosfera, ciekawy wybór dań regionalnych i całkiem spora piwna oferta - niestety, wszystkie piwa okazały się równie nijakie. Może jednak za bardzo marudzę? Wilno na pewno warto odwiedzić - nie obiecujcie sobie jednak nadmiaru piwnych rozkoszy! 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza