niedziela, 26 kwietnia 2020

Z DZIEJÓW PROHIBICJI... W POLSCE

Jak w dwudziestoleciu międzywojennym walczono z alkoholem






W odradzającym się Państwie ścieżka do otwartej walki z alkoholizmem została utorowana wraz ukonstytuowaniem się Sejmu Ustawodawczego, wybranego w styczniu 1919 roku. W ławach sejmowych zasiadła liczna grupa działaczy antyalkoholowych, reprezentujących różne ugrupowania polityczne i pochodzących z wszystkich trzech zaborów. Stworzyli oni wspólny, ponadpartyjny front antyalkoholowy, wspierany przez Kościół katolicki i organizacje społeczne, z Polskim Towarzystwem Walki z Alkoholizmem "Trzeźwość" na czele. Do postaci pierwszoplanowych należeli: ks. Zygmunt Kaczyński, ks. Kazimierz Lutosławski (syn Franciszka Dionizego Lutosławskiego z Drozdowa, założyciela browaru w Drozdowie), ks. Wacław Bliziński i Maria Moczydłowska z Narodowego Zjednoczenia Ludowego. Pomysły lobby antyalkoholowego ścierały si w sejmie z interesami Skarbu Państwa i planami wprowadzenia ustawy monopolowej, w dość liberalny sposób regulującej możliwości sprzedaży i spożycia napojów alkoholowych. Ze strony zwolenników ograniczeń przeważały poglądy o potrzebie wprowadzenia całkowitego zakazu wyrobu i sprzedaży wszelkich napojów alkoholowych, choć pojawiały się też głosy zakładające bardziej pragmatyczne podejście. Ostatecznie przyjęto kompromisowy projekt, niezwykle mocno wspierany przez posłankę Marię Moczydłowską - nieprzypadkowo w późniejszym okresie wprowadzone prawo przyjęło się określać mianem "Lex Moczydłowskiej".

Maria Moczydłowska. Pierwsza kobieta przemawiająca w polskim sejmie.Źródło: https://esopot.pl/pl/14_kultura/2700_maria-moczydlowska-sopocianka-dzialaczka-feministka-uroczysto-ci-i-wydarzenia-w-muzeum-sopotu.html#

Ustawę O ograniczeniach w sprzedaży napojów alkoholowych przyjęto 23 kwietnia 1920 roku. Dotyczyła ona trunków o zawartości powyżej 2,5% alkoholu. Ustawa ograniczała liczbę miejsc sprzedaży i wyszynku do jednego na 2500 mieszkańców z zastrzeżeniem, że miejsc wyszynkowych nie może być więcej niż połowa. Przewidziano możliwość całkowitego zakazu sprzedaży napojów alkoholowych na terenie gminy, pod warunkiem przeprowadzenia głosowania na wniosek 1/10 mieszkańców którzy ukończyli 21 rok życia. Ustalono też minimalne odległości pomiędzy punktami sprzedaży a warsztatami fabrycznymi (zatrudniającymi powyżej 50 pracowników), kościołami, domami modlitwy, szkołami, sądami, więzieniami, dworcami i stacjami kolejowymi.Wprowadzono też całkowity zakaz sprzedaży napojów alkoholowych, poczynając od godziny 15.00 w dni przedświąteczne, do godziny 10.00 w dzień poświąteczny. Jak więc łatwo policzyć, "suchy" okres trwał 43 godziny. W roku 1921 szeroko dyskutowano proponowaną poprawkę zakładającą, by za napoje dopuszczone do wolnego obrotu uznać te o zawartości do 4% alkoholu. Za jej wprowadzeniem toptowali, rzecz jasna, przedstawiciele przemysłu piwowarskiego. Przeciwnicy wskazywali na nieuniknione – ich zdaniem – negatywne skutki takiej regulacji. Poprawka ostatecznie przepadła. W roku 1922 jedynie uściślono niektóre przepisy oraz zmieniono tytuł ustawy tak, by objęła ona nie tylko sprzedaż ale i spożycie napojów alkoholowych. Pomimo sprzyjających zapisów dotyczących możliwości wprowadzenia zakazu sprzedaży napojów alkoholowych, ustawa nie przyniosła skutków, których oczekiwali jej twórcy. Do 1930 roku przeprowadzono 629 głosowań nad lokalnym wprowadzeniem prohibicji i choć w większości zakończyły się one sukcesem to - z uwagi na zastrzeżenia władz administracyjnych - zakazy weszły w życie jedynie w 227 gminach.

Ksiądz Kazimierz Lutosławski. Portret z 1919 roku autorstwa St. Lenza.
W roku 1931 wprowadzono nową ustawę, w której znacząco zliberalizowano większość przepisów. Do 4,5% podniesiono górną granicę określającą pojęcie napoju alkoholowego, podlegającemu ustawie. Zakaz sprzedaży ograniczono do samych dni świątecznych i to tylko w godzinach od 6.00 do 14.00. Unieważniono dotychczas wprowadzone zakazy gminne, wprowadzając w zamian przepisy zakładające ważność referendum w przypadku co najmniej 50% frekwencji (w okresie wcześniejszym zdarzało się, że w głosowaniu brało udział zaledwie kilka procent mieszkańców). Powszechnie przyjmuje się więc, że w roku 1931 skończyła się polska prohibicja. Nie jest to prawdą, a jedynie sporym uproszczeniem. Prohibicja nie była powszechnie obowiązującym prawem, a jedynie wariantem, który nowa ustawa zachowała. Była tylko znacznie trudniejsza do wprowadzenia. Nie zapominajmy też, że gdzieś w tle pojawiają się pieniądze. Podatki z monopolu spirytusowego czy produkcji piwowarskiej były znaczącą częścią budżetu. Niełatwo więc było z nich zrezygnować.

wtorek, 21 kwietnia 2020

PIWOWARSTWO DOMOWE W DWUDZIESTOLECIU MIĘDZYWOJENNYM

Ustawa o opodatkowaniu piwa a piwo domowe






Znajomi często zdają mi pytanie na które nie potrafię udzielić jasnej i klarownej odpowiedzi. Chodzi o to, kiedy pojawiło się piwowarstwo domowe? Proste pytania bywają częstokroć najtrudniejsze. Zacznijmy od tego, że piwo narodziło się jako napój warzony w domu - wyłącznie (lub niemal wyłącznie) na potrzeby domowników. I choć bardzo szybko pojawiła się produkcja rzemieślnicze a nawet przemysłowa, wciąż domowymi sposobami warzono niewielkie ilości piwa na swoje potrzeby. Niewiele zmieniło się wraz z rozwojem przemysłu XIX wieku. Wszak z tego okresu zachowało się naprawdę sporo książek i artykułów, tzw. poradników gospodarczych, podejmujących temat - jak uwarzyć dobre piwo domowe. Zauważmy - dobre - a nie piwo w ogóle. Bo to, że piwo można zrobić w domu było oczywiste. Ale zaraz - czy mówimy rzeczywiście o piwie? Większość przepisów opisuje proces produkcji napoju lekko fermentowanego, o niskiej zawartości alkoholu, bardziej przypominającego kwas chlebowy, niż solidne piwo bawarskie czy zdobywające przebojem rynek piwo pilzneńskie. W domu mojego dziadka, przed żniwami, przygotowywano piwo miodowe. Po trzech dniach od zabutelkowania napój był gotowy do konsumpcji, choć przechowywać go można było znacznie dłużej - nawet i pół roku. Alkoholu w tym było tyle, co kot napłakał, choć nad dystrybucją twardą ręką i tak czuwała babcia. Ale jak gasiło pragnienie!
Tak, to było piwo - nie mam co do tego wątpliwości. Wszak piwo niejedno ma imię. I zanim stało się tym, co współcześnie za nie uważamy, wyglądało zupełnie inaczej. A tym, którzy wyciągną argument, że piwo produkuje się z wody, słodu i chmielu odpowiem - czyżby? Rozglądnijcie się uważnie po półkach najbliższego specjalistycznego sklepu z piwem. No dobrze, nie roztrząsajmy zagadnienia, ile kufli (przepraszam - diabłów) mieści się na końcu szpilki. Zerknijmy, jak to wyglądało w pięknych czasach dwudziestolecia międzywojennego.
Formalnie piwowarstwo domowe było zabronione. Nie wprost. Wynikało to z kilku ustaw, w szczególności tych o monopolu państwowym (mocniejsze trunki) i opodatkowaniu piwa. Bo gdzie alkohol tam - wiadomo - pojawia się wyciągnięta ręka państwa. A żeby zapłacić taką daninę trzeba być przedsiębiorcą i spełnić szereg warunków. Że się coś tam w domu warzy z miodu i jałowca, to wszyscy wiedzą. Niech warzą. Byle nie miało za dużo procentów. A prawdziwego piwa w domu i tak nikt robić nie będzie, bo i po co? I tu ustawodawcy zabrakło odrobinę wyobraźni...
Kryzys ekonomiczny i spowodowany tym spadek produkcji (co było skutkiem pauperyzacji społeczeństwa) spowodował, że w połowie lat 30-tych na rynku pojawiły się ekstrakty, służące do wyrobu piwa domowego, o nazwach: Smakosz, Piwomel, Prosperite, Piwola, Jagolin i inne. Reklamowano je jako służące do wyrobu piwa domowego. Piwa! To musiało zainteresować odpowiednie instytucje. Przeprowadzone badania laboratoryjne wykazały, że przy użyciu tych ekstraktów uzyskuje się w domu napój, który jest piwem w rozumieniu ustawy o opodatkowaniu piwa (ustawa z 1924 roku). W tej sytuacji sentencja Urzędu Akcyzowego mogła być tylko jedna: nieopłacenie podatku od wyrobu takiego napoju podlega karze. Co ciekawe, dociekliwi urzędnicy wymyślili, że sankcji podlega nie tylko domowy wytwórca, ale i producent ekstraktu. Rozporządzenie Ministerstwa Finansów, objaśniające pozycję takich ekstraktów na rynku, doprowadziło do licznych kontroli i konfiskat gotowego wyrobu – nie tylko w sklepach, ale również u wytwórców, u których konfiskowano również materiały, które miały posłużyć dopiero do produkcji.Wywołało to falę protestów. Po bliższym przyjrzeniu się sprawie Ministerstwo Skarbu wydało oświadczenie, że sprawa jest badana i brak dotychczas podstawy do nałożenia opodatkowania – tu wymieniono produkt o nazwie Jagolin, produkowany przez Władysława Jagodzińskiego z Wrześni. Przemyślni wytwórcy owych preparatów postanowili, choć częściowo - zabezpieczyć się. I tak powstał podpiwek, popularny jeszcze w czasach PRL. Wieść gminna niesie, że niedawno powrócił. No, ale dziś mamy PRAWDZIWE piwowarstwo domowe.

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

TAJEMNICA WAGONU NR 50053

czyli ostateczny kres browaru w Trzcinicy 







Browar Parowy w Trzcinicy, własność rodziny Klominków, został unieczynniony w latach dwudziestych (wedle jednego ze źródeł w roku 1926, w innym podano rok 1929). Firma odpowiedzialna za wyrób słodu i piwa została wyrejestrowana, nienaruszone pozostały natomiast urządzenia browaru. Zabezpieczone, służyć miały wznowionej produkcji w lepszych czasach – właścicielom lub dzierżawcom. W takim stanie browar przetrwał do września 1939 roku. Również okres okupacji nie przyniósł większych zmian. Wzmiankowany jest jedynie demontaż nielicznych urządzeń i infrastruktury (zabezpieczenie rur miedzianych z piwnicy). Po ustąpieniu Niemców majątek ziemski przejęto na mocy dekretu PKWN i rozparcelowano. Pozostała po nim niewielka resztówka obejmująca browar wraz z gruntami i pozostającymi na wyposażeniu zakładu urządzeniami. Tą 1 maja 1945 roku przejął Państwowy Urząd Ziemski. Zdając sobie sprawę z faktu, że na terenie obiektu znajduje się szereg cennych urządzeń, Urząd ustanowił swojego zarządcę oraz zatrudnił jednego stróża do ochrony obiektu.

Etykieta z browaru w Trzcinicy. Źródło: https://polbeerlabels.pl/etykiety_exp.htm

Szczegółowy spis inwentarza sporządzono 6 czerwca 1945 roku. Wymieniono budynki wchodzące w skład browaru (budynek właściwy, suszarnia 3-piętrowa murowana kryta blachą, słodownia murowana kryta gontami i papą, szereg przybudówek, kuźnia, smolarnia, bednarnia, lodownia). Inwentarz urządzeń browaru przekonuje, że po jego zamknięciu maszyny zabezpieczono i zakonserwowano, zapewne przewidując ich uruchomienie w bardziej sprzyjających warunkach. Przez kolejne niemal 20 lat doznały one niewielkiego uszczerbku. Brakowało – co zrozumiałe – urządzeń drewnianych (kadzi fermentacyjnych, kuf, naczyń transportowych). W warzelni opisano kotły duże blaszane obmurowane z mieszadłami i szajbami do warki, transmisje, pompy (wirnikowa rozbita), kocioł na wodę (z zachowanym nr. 3), kocioł do warki (oznaczony nr. 2 i poj. 117,88 hl), komplet żelaznych pomostów, schodów i poręczy oraz chłodnicę do piwa całą ze szkła. W słodowni zachował się komplet urządzeń, w tym namaczalniki, transmisje, windy, czerpaki zboża, piec do suszenia słodu, mieszadła, pompy i dynamo. Częściowo zburzony był budynek rozlewu butelkowego, pomimo tego wewnątrz zachowała się większość urządzeń. W piwnicach zachowały się rury miedziane, w części zdemontowane i zabezpieczone w majątku szkolnym. Budynki w większości były pozbawione okien, drzwi i częściowo dachów. Protokół nie pozostawia wątpliwości, że czytelne już ślady dewastacji był efektem okresu powojennego. Zapisano nawet uwagę, że Straty w skutek dekompletowania maszyn są bardzo duże i należałoby kres temu położyć sprzedając je. Proponowano możliwie szybko rozprzedać sprawne urządzenia. Zapisano nawet kilka praktycznych „porad”: resztę maszyn i kotłów nie mających nabywców potrzeba by koniecznie zebrać razem do jakiejś ubikacji i zamknąć, zabezpieczając przed kradzieżami, oraz: rozmontowywanie drobnych części maszyn może się więc bez hałasu odbywać w ubikacjach budynków.
Jeszcze w maju tego roku resztówka po majątku w Trzcinicy znalazła się w wykazie obiektów Powiatowego Komitetu Szkół Rolniczych przeznaczonych na organizację placówek oświatowych. Z opisu wynika, że proponowana do przejęcia działka miała 35 ha gruntów i obejmowała browar.
Podstawowy problem polegał na tym, że na terenie Trzcinicy znajdowały się dwie resztówki o tej samej nazwie. Jedna z nich pozostała po rozparcelowaniu majątku Barbary Kierpec, druga – obejmująca browar – był uprzednio własnością Volksdeutschów Klominków (informacja o przyjęciu volkslisty przez Klominków pojawia się w dokumentach dwukrotnie, jednak nie udało się potwierdzić jej innymi źródłami). Resztówka Trzcinica z majątku Barbary Kierpec przeznaczona została na cele szkolnictwa rolnego, Trzcinica-Browar zaś pozostawała w bezpośredniej administracji Powiatowego Urzędu Ziemskiego w Jaśle. Z uwagi na fakt, że browar był nieczynny i w znacznej części zdekompletowany, zaś uszkodzone budynki wymagały pilnych zabezpieczeń, Starostwo Powiatowe postanowiło poruczyć opiekę nad obiektem kierownictwu Państwowego Rolniczego Gimnazjum Żeńskiego. Szkoła przyjęła na siebie ten obowiązek (protokół zdawczo-odbiorczy z dnia 28 maja 1946 roku) alarmując szybko, że nie ma odpowiedniego personelu i środków, by podołać temu zadaniu. W związku z tym, w porozumieniu z Urzędem Wojewódzkim, podjęto decyzję, by urządzenia rozmontować i sprzedać, zaś budynki przeznaczyć na inne cele. W tym czasie o kupno niektórych urządzeń starała się np. Fabryka Gwoździ i urządzeń Metalowych w Skołyszynie.
Nieco wcześniej, bo pod koniec marca 1946 roku, obiekt wizytowali przedstawiciele browaru w Tarnobrzegu. W protokole z lustracji stwierdzono, że Browar jest w stanie zniszczonym, mowy nie może być o uruchomieniu. Maszyny i części poszczególne są zdemolowane od 40 – 80%. Kilka urządzeń wskazano do przeniesienia do Tarnobrzega, w tym: maszynę parową, kocioł wodno-rurkowy 2-płomienny wraz z pompą, podgrzewacz stojący w pomieszczeniu warzelni, urządzenie warzelni wraz z płuczką z płócien filtracyjnych, urządzenie śrutownika wraz z koszami i wagą automatyczną, kadź chłodniczą, tryjer do czyszczenia jęczmienia oraz praczkę do masy filtracyjnej. W protokole zaznaczono, ze budynku są bardzo zniszczone i nic się nie robi, aby [je] zabezpieczyć przed kompletnym zniszczeniem. Ich stan nie był jednak na tyle zły, by nie udało się tam urządzić klas wykładowych i mieszkań dla nauczycieli po ewentualnym przekazaniu szkole rolniczej lub przetwórni owoców - łącznie z suszarnią, która jest w dobrym stanie i przechowalnię na owoce (chłodnie). W końcowym zdaniu zawarto słuszny wniosek, by przy przekazywaniu obiektu Wojewódzki Urząd Ziemski zastrzegł sobie wyłączne prawo dysponowania inwentarzem, co w zamyśle miałoby doprowadzić do ich sensownego wykorzystania. Do przejęcia wspomnianych urządzeń przez tarnobrzeski browar nigdy nie doszło, zaś wokół dawnego browaru w Trzcinicy na dłuższy czas zapadła głucha cisza.

Plakat reklamowy browaru w Trzcinicy. Źródło: https://ank.gov.pl/piwo/przyneta.html

W marcu 1948 roku Starostwo Powiatowe postanowiło powołać komisję ds. oszacowania wartości urządzeń browarnych, z udziałem biegłych z zakresu browarnictwa. Wyznaczone na 11 marca zebranie jednak odwołano, z powodu braku we właściwym wykazie biegłych sądowych w okręgu apelacji krakowskiej. Starostwo nie zaakceptowało proponowanych biegłych z zakresu gorzelnictwa: inż. Józefa Bobrowskiego z Tarnowa i dr inż. Andrzeja Krzemienieckiego z Krakowa. Poprzestano na wymianie listów pomiędzy kilkoma zainteresowanymi urzędami (z Jasła, Rzeszowa i Warszawy). Wydawało się więc, że złożona w tym czasie propozycja Dyrekcji Państwowego Browaru w Łańcucie, które wyraziło chęć obejrzenia i ewentualnego przejęcia niektórych części z wyposażenia dawnego browaru, padnie na podatny grunt. Nic bardziej mylnego.
Tymczasem 12 marca Dyrekcja Gimnazjum zawiadomiła posterunek MO w Skołyszynie, że w ostatnich dniach nieznani sprawcy zdemontowali i wywieźli w nieznanym kierunku tryjer fabryczny ze słodowni. Niezwłocznie powołano komisję ds. oszacowania strat i stopnia dewastacji urządzeń, a także do ustalenia stróża dzienno-nocnego dla tejże nieruchomości. Zabawnie brzmią zeznania dotychczasowego dozorcy który oświadczył, że jest tylko stróżem nocnym za wynagrodzeniem, do wymienionego ośrodka mają wstęp wszyscy ludzie, a on osobiście nie ma prawa legitymowania ich. Wobec powyższego, przyczyny kradzieży nie wie kiedy nastąpiły, czy w porze nocnej, czy też dziennej. Sprawców nie wykryto, zaś sam protokół stał się podstawą do wymiany wielu pism pomiędzy zainteresowanymi Urzędami. Rzecz jasna wszystkie wyrażały najwyższą troskę o stan urządzeń i budynków, podnosząc konieczność ich pilnego zabezpieczenia.

Etykieta browaru w Trzcinicy. Źródło: https://polbeerlabels.pl/etykiety_exp.htm

W sprawę nieczynnego browaru zaangażowano Ministerstwo Rolnictwa i Reform Rolnych, które po dokładnej analizie przesłanej dokumentacji wydało w dniu 13 lutego 1948 roku zalecenie następującej treści: mając na względzie rozkradanie i rozmontowywanie części urządzeń przez okoliczną ludność, Ministerstwo poleca załatwić Urzędowi [Wojewódzkiemu w Rzeszowie] powyższą sprawę we własnym zakresie, a mianowicie: przeprowadzić komisyjne oszacowanie podlegających sprzedaży części maszyn i urządzeń z udziałem zaprzysiężonego rzeczoznawcy Izby Przemysłowo-Handlowej, eksperta Sądu Okręgowego, czynnika społecznego, przedstawiciela Urzędu skarbowego, przedstawiciela Wydziału Przemysłowego – [Urzędu] Wojewódzkiego, przedstawicieli partii politycznych miejscowych itp., biorąc pod uwagę przede wszystkim interes Skarbu Państwa (Fundusz Ziemi), ażeby z tego czy innego tytułu nie poniósł on jakich-bądź strat materialnych. Ministerstwo zastrzegło też sobie konieczność zatwierdzenia poczynionych ustaleń. Sprawa zatoczyła więc (kolejny raz) koło, jednak tym razem powołanie komisji wymagało włączenia większej liczby oficjalnych czynników. Jedynym pozytywem było to, że Ministerstwo zgodziło się na powołanie tylko jednego rzeczoznawcy - inż. Adama Grochmala - oraz poleciło, by po dokonanym szacunku niezwłocznie przystąpić do sprzedaży urządzeń.
Ostatecznie do zakupu zbywających urządzeń uprawniono Fabrykę Gwoździ i Wyrobów Metalowych ze Skołyszyna oraz Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Odbudowy. Całość niebywale skomplikował fakt, że jeszcze przed powołaniem komisji i akceptacją ze strony Ministerstwa, wspomniana fabryka wymontowała z browaru tablicę rozdzielczą, słusznie spodziewając się, że i tak w najbliższym czasie zostanie ona wyszabrowana. W dramatycznym piśmie z dnia 7 kwietnia 1948 fabryka owa poinformowała, że zmuszona jest zrezygnować z zakupu tej tablicy, a to z powodu oszacowania jej wartości (zakup nowej byłby prawdopodobnie niepomiernie mniejszym wydatkiem). Następnie zwrócono uwagę, że o czynnościach komisji szacunkowej fabryka nie została poinformowana, po zakończeniu której rozpoczęto rozbiórkę i wywóz części, bez zapytania czy nasz Zakład będzie potrzebował czegokolwiek czy też nie. O ile nam wiadomo, wiele części poginęło przy tej okazji – i jest to przedmiotem dochodzenia MO. Odnośnie samego szacowania, to jak się dowiadujemy wartość kilograma stali wału transmisyjnego oszacowano na 12 zł za kilogram, zaś tablicę rozdzielczą oszacowano bez obejrzenia jej nawet, gdyż znajdowała się na terenie naszego Zakładu – na kwotę 80.000 zł. W takim stanie rzeczy jesteśmy zmuszeni zrezygnować z dokonania jakichkolwiek zakupów z b. browaru w Trzcinicy.
Jako ciekawostkę można podać, że za obecność tylko jednego z członków komisji (pochodzącego z Krosna) wystawiono rachunek na 4 700 zł.

Inserat reklamowy browaru w Trzcinicy. Źródło: https://ank.gov.pl/piwo/przyneta.html

Niewątpliwie wszystko odbyło się z poszanowanie interesu Skarbu Państwa i obowiązujących przepisów. Szczególnie to drugie było ważne, gdyż dawało Urzędom poczucie dobrze spełnionego obowiązku. W rzeczywistości udało się zbyć jedynie niewielką część wyposażenia. By rozwiązać problem, Starostwo Powiatowe w lipcu 1948 roku podało do publicznej wiadomości, że posiada do sprzedaży urządzenia po byłym browarze w Trzcinicy. Z dołączonego spisu dowiadujemy się, że większość urządzeń wciąż pozostawała w zakładzie (w tym m.in.: kotły parowe, pompy parowe, schody żelazne, pomost żelazny, drabiny żelazne, maszyny parowe, tablica rozdzielcza marmurowa, dynama, ochrona parowa żelazna, transmisje, kotły duże, prasa słodowa, cylindry, szajby, walce, zbiorniki, windy, szyny). Na swoje nieszczęście Starostwo odesłało kopię ogłoszenia do Urzędu Wojewódzkiego i Ministerstwa. Przytoczmy tylko pierwsze zdanie otrzymanej odpowiedzi: przedłożony (..) odpis ogłoszenia o przetargu części urządzeń w Trzcinicy świadczy nie tylko o kompletnej ignorancji w tej dziedzinie – lecz ponadto jest dowodem nieczytania i nieprzestrzegania wydanego szczegółowego w tym w tym kierunku tut. Zarządzenia z dnia 14.VI.1948 r. W szczególności chodziło o ujawnienie w ogłoszeniu wyceny urządzeń, jak również o nieokreślenie trybu składania ofert. Bez wątpienia piszący tą odpowiedź urzędnik wyrażał niezachwianą wiarę w sprawczą moc właściwie stosowanych przepisów.
Warunki przetargu poprawiono, jednak nie odbył się on w przewidzianym terminie z powodu niestawienia się członków komisji i braku oferentów. Znamienne, że urządzenia opisano jako pochodzące ze zdewastowanego browaru w Trzcinicy, a nie jak uprzednio – byłego. Również kolejny przetarg nie wyłonił chętnych na zakup urządzeń, problem browaru w Trzcinicy pozostawał więc wciąż nierozwiązany. Postanowiono więc powołać kolejną komisję. Ta zebrała się 15 października 1948 roku, w szerokim składzie zaleconym uprzednio przez ministerstwo, w której obok rzeczoznawcy Adama Grochmala z nalazł się również inż. Witold Nęciński z browaru w Łańcucie (który to zakład już dawno zrezygnował z ubiegania się o trzcinickie urządzenia). Porównanie spisu oszacowanych wówczas urządzeń z tym z roku 1946 przynosi smutny obraz szkód, dewastacji i strat w inwentarzu browarnym. W warzelni pozostały same kotły, pozbawione osprzętu (mieszadeł, rur, pomp, większości pomostów i schodów, etc.). Z opisywanej rozdzielni pozostały dwie płyty marmurowe, bez uzbrojenia i armatury (tym samym jej wartość spadła czterokrotnie). Prócz kolejnego oszacowania urządzeń posiedzenie komisji nie wniosło nic nowego do losów urządzeń, dlatego 2 marca 1949 roku powołano kolejną komisję, której głównym zadaniem było odniesienie się do ustaleń komisji z 15 października 1948 roku. Tym razem sprawę potraktowana naprawdę poważnie, powołując w skład komisji delegata składnicy złomu Samopomocy Chłopskiej w Jaśle. Ten zaoferował za złom kuty po 2 zł za kilogram, za złom żeliwny po 3 zł za kilogram, zaś za tzw. złom użytkowy (zbiorniki i pozostałe pomosty użytkowe) po 5 zł a kilogram. Wydawało się, że sprawa zmierza do szczęśliwego finału, problemem okazał się jednak sposób przyjęcia wyceny za urządzenia, gdyż była ona niezgodna z wcześniejszą wyceną komisji szacunkowej. Po raz kolejny wymieniono więc  szereg pism pomiędzy zainteresowanym urzędami. W czerwcu konkurencyjną ofertę złożyła składnica złomu Gminnej Samopomocy Chłopskiej w Gorlicach. Sęk w tym, że była ona identyczna z tą, przedstawioną przez spółdzielnię z Jasła. Nie mogło być jednak inaczej, gdyż ceny złomu regulowane były centralnie. Sprawę skomplikowało też pismo z Huty Szkła w Jaśle, która wyraziła chęć zakupu 4 szpul drutu magnesowego ze spalonego motoru, zakwalifikowane dotąd jako złom. Oczywiście do oszacowania tychże należało wezwać zaprzysiężonego rzeczoznawcę. Przystąpiono więc do kolejnej wymiany pism pomiędzy urzędami, przerwanej szczęśliwie przez Centralę Złomu w Krakowie, która zwróciła uwagę, że rozliczenie należności za złom z zakładów przemysłowych następuje wg obowiązujących cenników, zatwierdzonych przez Ministerstwo Przemysłu i Handlu oraz, że właściwą terytorialnie jest zbiornica nr 6 w Gorlicach.  Postanowiono w końcu przerwać ten chocholi taniec. Co prawda nie zwrócono uwagi, że sformułowanie z zakładów przemysłowych nie dotyczy bynajmniej pochodzenia złomu a jedynie instytucji przekazującej (którą w tym przypadku żadne zakłady przemysłowe nie były), ale kto by się przejmował drobiazgami?
W dniu 20 maja 1949 roku na telefoniczne polecenie rzeszowskiego Urzędu Wojewódzkiego załadowano wagon złomu i druzgotu żeliwnego na stacji kolejowej w Trzcinicy, po czym wagon ten – o numerze 50053 – wyekspediowano do stacji kolejowej w Jaśle w celu przeważenia znajdującego się na nim złomu. W dniu 25 maja załadowano kolejny wagon, o numerze 0647626, wysłany – w podobnym celu – do stacji Zagórzany. 3 września 1949 roku jasielski Starosta Powiatowy przedstawił Urzędowi Wojewódzkiemu w Rzeszowie sprawozdanie z bilansem z przeprowadzonej operacji (dołączając uwierzytelniony odpis cennika „Złom żelazny”). Sprzedano 8 550 kg złomu po cenie 2 000 zł za tonę (z potrąceniem manipulacyjnym w wysokości 400 zł od tony), za co uzyskano 13 680 zł oraz 11 200 kg złomu żelaznego na podobnych warunkach, za co uzyskano 17 920 zł. W sumie na konto Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie wpłynęło 31 600 zł. Przypomnijmy raz jeszcze, że nieszczęsną tablice rozdzielczą oszacowano niegdyś na 80 000 zł. Cóż, taka była cena spokoju kilkunastu urzędów i urzędników zaangażowanych w sprawę.

Na podstawie: materiały z Archiwum Państwowe w Rzeszowie, Urząd Wojewódki w Rzeszowie oraz AP Rzeszów, oddział Sanok, Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Jaśle. Prezentowane fragmenty tekstu są częścią przygotowywanej książki „Browarnictwo na terenie województwa rzeszowskiego w latach 1945-1950”

wtorek, 3 marca 2020

AKADEMIA KULINARNA

Zostań uczestnikiem kursu. Już w najbliższy weekend spotkanie piwowarskie!    







Info wprost ze stron Akademii:

Gratka dla wszystkich piwoszy! Akademia Kulinarna w Krakowie w dniach 6-7 marca organizuje weekend z najlepszymi piwnymi specjalistami!



Zaczniemy w piątek o godzinie 16.30 w Browar Tenczynek pod Krakowem. Naszym Gospodarzem będzie tam Sebastian Jabłoński - główny piwowar tego historycznego browaru. Pooglądamy, podegustujemy (!), podyskutujemy :-)
W sobotę spotkamy się z dr. hab. Sławomirem Dryją z Instytutu Historii Sztuki i Kultury UPJP2 w Krakowie, autorem opracowań z zakresu dziejów piwowarstwa, członkiem założycielem Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, który wprowadzi nas w historię piwa. Któż jak nie on - członek zespołu badaczy, którym udało się wyizolować i odtworzyć XVI-wieczne drożdże piwne zahibernowane w krakowskich piwnicach.:-) Naszym gościem będzie też dr inż. Marek Zdaniewicz wykładowca na podyplomowych studiach Browarnictwo, słodownictwo, piwowarstwo na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie.



Gościem specjalnym tego spotkania będzie dr inż. Jaromir Fiala, kierownik Programów Edukacji i Innowacji w Instytucie Badawczym Piwowarstwa i Słodownictwa (Výzkumný ústav pivovarský a sladařský) w Pradze. Jeśli rozmawiamy o piwie nie mogło zabraknąć naszych sąsiadów. Opowie nam on o surowcach, technologii produkcji słodu i piwa, o czeskich lagerach i ich wiekowej tradycji i o tym, jak ważne jest piwo w gastronomii.

dr inż. Jaromir Fiala z Pragi.

Serdecznie zapraszamy! Koszt 1000 PLN za dwudniowe zajęcia, zapisy pod numerem telefonu +48696236986.

Spotkanie zapowiada się fascynująco - serdecznie zapraszam!!!

niedziela, 1 marca 2020


BROWAR "JELEŃ" W LUBLINIE

Powojenne losy browaru i jego właściciela (lata 1945 - 1948)




Opisując dzieje browaru "Jeleń" w Lublinie wypada cofnąć się do 1906 roku. Wówczas to Emil Plage wydzielił z folwarku Dziesiąta działkę o powierzchni 5,4 ha na której postawił zakład reaktyfikacji spirytusu. Pod kierunkiem inż. Jana Czarnieckiego nastąpił pomyślny rozwój zakładów. Związek małżeński z Gabrielą, córką Emila Plage, zaowocował przejęciem przedsiębiorstwa. Już jako właściciel Czarniecki znacząco rozbudował zakład. Stało się to w roku 1913. Wówczas to zapewne powstał browar - w tej kwestii źródła nie są jednoznaczne. Data ta pojawia się w dokumentach powojennych, możemy ją jednak uznać za wiarygodną. Na początku Wielkiej Wojny zakłady doznały poważnych zniszczeń. Poszukując kapitału niezbędnego do odbudowy Jan Czarniecki wszedł w spółkę z W. Kulmanem, S. Śliwińskim i H. J. Zylberem. Browar przeszedł na wyłączną własność H. J. Zylbera w 1924 roku, jeszcze przed śmiercią Czarnieckiego i pozostał w jego rękach do zajęcia Lublina przez Niemców w 1939 roku.


Inserat reklamowy browaru Jeleń w Lublinie. 


Hersz-Jojne Zylber należał do znanych postaci ówczesnego Lublina. Pełnił funkcję radnego miejskiego a także był wieloletnim przewodniczącym lubelskiej Rady Wyznaniowej Gminy Żydowskiej. Firma działała pod nazwą "Dom Handlowo-Przemysłowy H. J. Zylber" i obejmowała przedsiębiorstwa: gorzelnię i fabrykę wódek Kośminek, cegielnię "Helenów", hurtowy handel wyrobami spirytusowymi oraz dział leśny, zaś od 30 stycznia 1924 roku również browar. W 1939 roku browar został objęty niemieckim zarządem komisarycznym i do 1944 roku działał pod nazwą Brauerei und Limonadenfabrik „Zum Hirsch“. Okres okupacji browar przetrwał bez większego uszczerbku.



Etykieta z browaru Prawego "Jeleń" z okresu okupacji niemieckiej.

Po wojnie w latach 1944-1946 prowadzony był przez spadkobiercę H. J. Zylbera, Cadoka Zylbera (vel Stefana Jankowskiego lub Stefana Zylbera). Od 1946 do 1948 znajdował się pod zarządem państwowym Dyrekcji Przemysłu Miejscowego w Lublinie, nosząc nazwę Pod Zarządem Państwowym Browar Parowy i Wytwórnia Wód Gazowych „Jeleń”. Do browaru należały wówczas także rozlewnie piwa w Bychawie, Łęcznej i Białej Podlaskiej. Na podstawie orzeczenia Nr 26 Ministra Przemysłu i Handlu z dnia 14 lutego 1948 r. o przejęciu przedsiębiorstw na własność Państwa (M.P. z 1948 r. Nr 44, poz. 226) w 1949 r. został przejęty na własność państwa.

Niewątpliwie najciekawszy jest okres następujący tuż po okupacji niemieckiej, kiedy to browar prowadził wspomniany wyżej Stefan Zylber. Szybko uruchomiono produkcję i pomimo trudności w zaopatrzeniu browar produkcja browaru wzrastała z miesiąca na miesiąc. Nie były to jedyne kłopoty, dotykające właściciela. W dość niejasnych okolicznościach został on aresztowany 22 lutego 1946 rok. Zarzuty postawione Stefanowi Zylberowi były dość poważne. Zacytujmy jeden z dokumentów: Gospodarka ob. Stefana Zylbera, współwłaściciela i dyrektora browaru "Jeleń", była tego rodzaju, iż przy dość wysokiej produkcji i dużej sprzedaży, ze względu na przemarsze wojsk, wykazywał buchalteryjnie deficyt, nie płacił podatków, Ubezpieczalni Społecznej, zaciągnął około 1 miljona zł. długu w Banku Gospodarstwa Krajowego, nie inwestował kapitałów oraz nie gromadził surowców. Że ob. Zylber palił pod kotłami i w piecach kukurydzą (spalił 70 ton), trudno sobie wytłumaczyć inaczej, jak specjalną złośliwością lub szkodnictwem i chęcią osiągnięcia jak największego zysku ze szkodą społeczeństwa. Wśród dalszych zarzutów pojawia się sprzedaż przydziałowego węgla na wolnym rynku, brak zainteresowania dziurawymi dachami, szkodami w warzelni czy też polecenie rozbiórki 13 kuf składowych. 



Etykieta Browaru Parowego "Jeleń" w Lublinie z okresu międzywojennego.


Jeszcze w dniu aresztowania Rada Zakładowa powołała na p.o. Dyrektora Zakładu Witolda Gnoińskiego. Kierownikiem technicznym był Eugeniusz Wróbel, zaś zakład zatrudniał 54 osoby (w tym 46 robotników fabrycznych i 8 pracowników umysłowych). W dniach 5 - 6 maja część zakładu spaliła się w pożarze, którego przyczyn nie wyjaśniono. Zniszczeniu uległy dachy nad warzelnią i suszarnią słodu, chłodnicą talerzową oraz dach i strop nad przybudówką słodowni. W związku z koniecznymi naprawami za najpilniejsze uznano wymianę przepalonego i przeciekającego kotła warzelnego.

Zarzuty wobec Stefana Zylbera okazały się na tyle miałkie, że wkrótce został on zwolniony z aresztu i rozpoczął starania o odzyskanie utraconej własności. W odpowiedzi na pismo z dnia 28 maja 1946 roku uzyskał zapewnienie, że w związku z oszacowaną na 13866 hl roczną zdolnością produkcyjną zakładu, Ministerstwo Aprowizacji i Handlu nie przedstawi Wojewódzkiej Komisji do Spraw Upaństwowienia Przedsiębiorstw wniosku o przejęcie browaru "Jeleń" na własność państwa. Nie zmieniło to w sposób zasadniczy sytuacji zakładu, pozostającego nadal pod przymusowym zarządem państwowym (przymusowej nacjonalizacji podlegały browary o rocznej produkcji powyżej 15 tysięcy hektolitrów). W rzeczywistości sytuacja prawna browaru nie była do końca jasna. Zakład pozostawał pod zarządem Dyrekcji Przemysłu Miejscowego w Lublinie i nosił nazwę Browar Parowy i Wytwórnia Wód Gazowych "Jeleń". Nie zachował się żaden dokument potwierdzający objęcie browaru zarządem państwowym, zaś w piśmie z dnia 19 kwietnia 1948, skierowanym przez zarząd browaru do Dyrekcji Przemysłu Miejscowego w Lublinie znalazło się dość kuriozalne żądanie o wystąpienie z wnioskiem do Sądu Okręgowego o adnotację w Rejestrze Handlowym, iż browar "Jeleń" znajduje się pod zarządem Dyrekcji Przemysłu Miejscowego, oraz o wyciąg z Rejestru Handlowego. Jak z tego jasno wynika - nie zadbano o to wcześniej. W tym czasie los browaru był jednak przesądzony.
Ostatecznie na podstawie orzeczenia numer 26 Ministra Przemysłu i Handlu z dnia 14 lutego 1948 roku o przejęciu przedsiębiorstw na własność Państwa (M.P. z 1948 r. nr 44, poz. 226) browar został upaństwowiony. 16 września tegoż roku ministerstwo wyznaczyło Centralny Zarząd Przemysłu Fermentacyjnego w Warszawie jako podmiot właściwy do jego objęcia.


Etykieta z okresu zarządu państwowego nad browarem.
Źródło: http://www.browarymazowsza.pl/?page_id=49&child_id=72


Wiele interesujących szczegółów wnosi protokół sporządzony 20 maja 1947 roku, opisujący szczegółowo mienie browaru. Podzielono je na cztery grupy, z których grupa A obejmowała własność pozostawioną przez b. właściciela H. J. Zylbera, gruba B inwestycje wykonane przez zarząd niemiecki podczas okupacji, grupa C inwestycje dokonane przez Stefana Zylbera w latach 1945-1946, zaś grupa D dorobek społeczny, czyli powiększenie majątku browaru pod zarządem państwowym t.z.n. od dnia 23 lutego 1946 r. Z pierwotnego wyposażenia pozostać miała jedynie część kuf składowych i saturatory, jedyną inwestycją Stefana Zylbera były pasy transmisyjne, zaś "strona społeczna" wniosła skórzane i gumowe pasy oraz część kuf składowych. Całe pozostałe wyposażenie było efektem modernizacji browaru w czasach okupacji.

Niestety, dokumenty nie informują nas o dalszych losach Stefana Zylbera. Upaństwowiony browar działał z powodzeniem nadal. W roku 1948, w ramach kolejnej restrukturyzacji przemyslu piwowarskiego, utworzone zostały Lubelskie Zakłady Piwowarsko -Słodownicze, w skład których weszły oba lubelskie browary (Zakłady Przemysłowe K.R. Vetter i Browar Parowy Jeleń). W roku 1963 przedsiębiorstwo przekształcono w Lubelskie Zakłady Chmielarsko-Piwowarskie, zaś w roku 1974 zrzeszenie przemianowano na Zakłady Piwowarskie w Lublinie. W jego skład włączono inne browary i słodownie z terenu Lubelszczyzny. Ale to już zupełnie inna historia....
Na koniec jedna uwaga - dzisiejszy spadkobierca tradycji lubelskiego browarnictwa, browar Perła, odwołując się do tradycji eksponuje historię browaru Vettera. Historia browaru "Jeleń" schodzi jakby na drugi plan. A to przecież to w nim do dziś warzone jest piwo.
Opracowano na podstawie:
Archiwum Państwowe w Lublinie, zespół 685, Browar Parowy "Jeleń" w Lublinie".


sobota, 29 lutego 2020

BROWARY ZIEM ZACHODNICH PO 1945 ROKU, cz. V

Browar i Słodownia Maxa Thienelta w Słupcu (obecnie Nowa Ruda, Szlagowo, dawn. Schlegel) 






Browar w Słupcu istniał już w XVII wieku, zaś jako datę jego powstania przyjęło się podawać rok 1631 (lub 1633). Jeszcze pod koniec XIX wieku przedsiębiorstwo stało się własnością rodziny Thieneltów, którzy prowadzili nie tylko browar, ale i gorzelnię. Do maja 1945 firmą zarządzał jednoosobowo Max Thienelt. Prawdopodobnie przez cały okres wojny browar prowadził produkcję. Z chwilą utworzenia polskiej administracji browar został zabezpieczony i zajęty, aczkolwiek pozostawał unieruchomiony. Z początkiem września trafił pod Zarząd Państwowy, a 18 września 1945 został przejęty przez Państwowe Zjednoczenie Przemysłu Piwowarsko-Słodowniczego. Kierownikiem browaru został mianowany Tadeusz Kwiatkowski. Ocenił on, że browar nie poniósł większych strat w trakcie działań wojennych, jednak jest on on mocno przestarzały (przez 20 lat pozostawał bez większych remontów). Największy problem stwierdził w dziale fermentacji, gdzie z ogólnej pojemności kadzi fermentacyjnych (550 hl) aż 15 z nich, o łącznej pojemności niemal 400 hl, nie nadawało się do użytku. Tadeusz Kwiatkowski przedstawił raport, obrazujący stan browaru, w dalszej części pisząc: Ponadto wiele urządzeń technicznych jak kocioł parowy, chłodnia talerzowa, zbiorniki pomocnicze na wodę, transmisje, itp. jako przestarzałe wymagają ciągłych poprawek. W roku 1945 nie udało się przeprowadzić najmniejszych choćby inwestycji. Skupiono się na bieżącej działalności, na którą składały się drobne naprawy i organizacja pracy. Browar zatrudniał siedemnastu pracowników, z czego trzynastu należało do dawnej załogi browaru - w tym mistrz browarniczy i główny mechanik, a więc osoby decydujące o pracy obiektu. Bezpośrednio przy produkcji pracowało osiem osób, po trzy osoby zaliczono do personelu pomocniczego i gospodarczego, również trzy osoby tworzyły dział administracyjny. 


Obecny stan obiektu, według serwisu: https://nowa_ruda.fotopolska.eu/Nowa_Ruda/b55244,Piwna_2.html?f=1354007-foto

Zakład opisano następująco: Budynek browaru murowany, obejmujący: warzelnię, słodownię, obciągalnię piwa, piwnice składowe i fermentacyjne wraz z elewatorem, mieszkaniem i biurem - położone w Szlagowie przy ul. Wiejskiej nr. 240 budynek obustronnie tynkowany, podpiwniczony, jednopiętrowy. Dach dwuspadowy z drzewa miękkiego, kantowego, kryty papą z dwoma kominami fabrycznymi - stropy drewniane, trzcinowe. Klatka schodowa drewniana, podłogi z drzewa miękkiego, piece kaflowe. (..) Hala maszyn, budynek parterowy, murowany, obustronnie tynkowany, podłogi betonowe, dach z drzewa miękkiego jednospadowy, kryty papą - jest jednocześnie sufitem - stropy drewniane. Ponadto browar obejmował warsztat do reparacji beczek, garaż, stodołę i szopę. Słodownia wyposażona była w murowaną kadź o pojemności 30 hl, klepiska i dwusiatkową suszarnię. Na dwunaczyniową warzelnię składały się: kadź filtracyjno-zacierowa wraz z mieszadłem i sitami brązowymi oraz czterema kranami odpływowymi (brzecznik), o pojemności 52,34 hl oraz kocioł warzelno-zacierowy, żelazny, obmurowany, wraz z mieszadłem, o pojemności 44,68 hl. Wodę czerpano z wodociągu i magazynowano w drewnianym zbiorniku na wodę zimną (o poj. 50 hl), obok którego usytuowany był mniejszy, również drewniany, zbiornik na wodę ciepłą, o pojemności 12 hl. Gorącą brzeczkę studzono na chłodniku talerzowym o poj. 46,76 hl. W dziale fermentacji pozostało pięć kadzi dębowych, każda o poj. 32 hl. W piwnicy składowej znajdowało się 5 kuf dębowych o poj. 42,99 hl, 4 tanki żelazne o poj. 52 hl oraz dwa tanki aluminiowe wraz z armaturą i reduktorami, pojemności 7 hl, pełniące zapewne rolę tanków rozlewczych. Browar miał urządzenia do rozlewu butelkowego i beczkowego. Zapisano także komplet pomp, motorów elektrycznych, filtrów oraz maszynę parową. Ciekawostką w inwentarzu jest kiełkownica do słodu własnej konstrukcji, stary typ. Potencjał wytwórczy browaru oceniono na 4000 hl rocznie. W roku 1945 wyprodukowano 400,80 hl piwa (we wrześniu trwał rozruch, w październiku - 87,20 hl, w listopadzie - 96,80 hl, w grudniu 216,80 hl).

Pieczęć browaru z  podpisem kierownika- Tadeusza Kwiatkowskiego. Fragment dokumentu z 1946 roku.


W lipcu 1946 roku w browarze było zatrudnionych 15 pracowników fizycznych i 1 piwowar, w tym 11 Niemców. W związku z przymusowym przesiedleniem ludności niemieckiej, od 1 sierpnia zwolniono dziewięciu pracowników pochodzenia niemieckiego, pozostawiając jedynie piwowara i mechanika. Na ich miejsce przyjęto pracowników polskich. Wówczas też browar przejął na własność dom mieszkalny z polem uprawnym i pastwiskiem, należący do Maksa Thienelta (z domyślną informacją, że opuścił on wówczas Szlagowo, podobnie jak wspomniani pracownicy browaru). Czy pracował on w należącym niegdyś do niego browarze - nie wiemy.

W roku 1946 browar wyprodukował 1466 hl piwa jasnego i 21 hl piwa ciemnego. Niewykorzystanie potencjału produkcyjnego tłumaczono brakiem surowców, a tak dokładniej chodziło o ograniczone przydziały ze strony PZPPF, któremu browar podlegał. Dodajmy, że browary zrzeszone w tej organizacji obowiązywał już wówczas zakaz zakupu na tzw. wolnym rynku oraz wymiany barterowej (surowce za piwo). Na dawnych gruntach Thienalta browar uprawiał pszenicę i ziemniaki. Nie mogąc ich sprzedać, przeznaczył plony do własnej stołówki i na deputaty. Rachunek ekonomiczny browar poprawiał słodując usługowo jęczmień na rzecz browaru w Gródku (obecnie Radków), który takiej możliwości nie posiadał. Lokalni odbiorcy to niemal bez wyjątku inicjatywy prywatne (rozlewnie piwa, ale też restauracje, bary i bufety). Największym odbiorcą była rozlewnia Firek i Fabiszewski z Kłodzka. Najprawdopodobniej w roku 1947 browar zamknięto i przekształcono w rozlewnię. 
Opracowano na podstawie:
Archiwum Państwowe w Katowicach (oddz. Gliwice), zespół: 291, Państwowe Zrzeszenie Przemysłu Fermentacyjnego w Zabrzu.